2014/11/26

Problematyka XXI wieku.

Nanosząc własną uwagę na to, co się dzieje w tych czasach, porównując z wiekiem XIX-XX...
Ale co mi tam wtrącać nos na to, co się działo sto lat temu? Teraz jest teraźniejszość, a tamte czasy odeszły w niepamięć. Nastała era, kiedy pieniądze są głównym oparciem. Jesteś nikim, jeśli nie masz nowego Iphone'a. Hm, dlaczego? Bo tak sobie ludzie umyślili? A może młodzi nastolatkowie nie mający co zrobić z pieniędzmi? Teraz być jak "wszyscy" znaczy być "fajnym". Ale zapytam... kto jest "fajny", jeśli "fajny" jest każdy? W takimże przypadku, moim nic nie wartym i jednym zdaniem... nikt nie jest fajny. Ups. Trudno się mówi.
Tak na mój wzrok, uważają tak osoby, które zatraciły już swoją naturę. Zapomnieli po co są...
Kimże więc są ci, którzy liczą tylko zyski materialne, względem tych, którym zależy, albo nie patrzą powierzchownie?
Teraz widzimy prawie samych ludzi zapatrzonych w siebie oraz swój portfel. Nie widzą sensu, więc do niczego nie dążą. Nie patrzą na przyszłość i na to, jak skończą. Kimże są? Mam tutaj na myśli gimnazjalistów, których słownictwo ogranicza się do pojęć typu: Yolo, Swag, Omg i inne tego typu pierdoły. Skąd wiem, hę? "Ja taka mądra się znalazłam..." Epf, powiem Ci, że to tylko Twoje nic nie warte zdanie na tle faktów ; )
Słynne YOLO [z tłumaczenia You Only Live Once], słyszę miliard razy dziennie, a kiedy zadam pytanie: "Lubisz, kiedy człowiek zachowuje się patetycznie?" to na odpowiedź czekam pół godziny, gdyż wcześniej trzeba zajrzeć do Magicznej Wikipedii w celu wyjaśnienia pojęcia "zachowywać się patetycznie".
Witaj w czasach, gdzie "żal mi cię" oznacza szyderstwo i "bekę", zamiast żałoby.
Gdzie "jesteś pierdolnięty" to pochwała nad wyraz wyraźnego i hojnego poczucia humoru...
"To normalne", odrzekniesz, ale kiedy przysłuchuję się rozmowie nastolatków rano, to słyszę pytania o cenę spodni w Croppie, H&M czy jakimś innym syfie, a przyglądając się na scenariusz napisany przez klasowego przewodniczącego, zalewa mnie krew widząc więcej błędów, aniżeli liter. O tym, co czuję, oglądając prezentacje multimedialne - nieznajomość PowerPointa, choć się go uczą od lat. Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to zacofanie psychiczne i debilizm. To, co myślę - myślę, nie mówię, słów brak - patrząc na wypracowania znajomych... Potwornie ograniczony zasób słownictwa. Rzeczy wyssane z palca, gdzie na blogach rówieśników jeden wilczek potrafi kiwnięciem palca rozwalić pół świata.
Gdzie logika? Gdzie umiar? Uciekł? Może... przypadek? Nie sądzę. Ale cóż, co mi osądzać. I tak nikt nie zobaczy i nie weźmie do serca mojej opinii. Jestem obserwatorką, nie mieszam się w życie w grupie, ponieważ nie chcę się zepsuć, jak ci ludzie, dla których nie ma odwrotu.
Jak ci ludzie, którzy załamują się, kiedy skończy im się bateria w e-papierosie... ja ci ludzie, którzy śmieją się z tego, że "druga połówka" obściskuje się w kącie z najlepszym przyjacielem. Jak ci ludzie, którzy uważają, że zaglądanie na czyjeś wiadomości przez ramię jest cool.
Jak ci ludzie, którzy uważają, że lekcja bez telefonu w łapach jest lekcją straconą...
Gdzie #lajki_rzyciem, a Najki miarą fejmu. Gdzie tysiąc przyjaciół jest normą codzienności...
Ludzie błądzą krętymi ścieżkami.
Niektórzy tkwią w ślepym zaułku,
Ciemnej otchłani,
Śmiertelnej dziurze;
Inni szukają rozumu,
Wśród niezrozumiałych skrótów,
I bezsensownych pojęć;
Dla nielicznych jest jeszcze szansa.
Czy ją wykorzystają, nie mi decydować...
Bowiem jestem tylko sobą,
Nic nie wartą bloggerką,
Śmiało wyrażającą swoją opinię
Na konkretne tematy,
Co nie zmienia faktu,
Że ten temat uważam za niewarty uwagi -
Zamknięty na słuszne pojęcia i normalne myśli,
Bowiem na miarę XXI wieku,
Słowo "myśli" nie idzie w parze ze słowem "normalne";
Ten świat nie ma już logiki,
Ni sensu,
Jego już nie da się uratować.

2014/11/17

Moja Charakterystyka.

Tak oto powstałam, niczym zza grobu. Leżę, a dziwna, lepka, czerwona maź otacza moje palce, moje ciało... czy zamglone czymś... czym? No właśnie. Czym... mimo wszystko, wciąż pruję przed siebie. Tarzam... czołgam się, próbując dopiąć swego. Ale cóż... to nie jest wcale takie proste... nie! To prawie niemożliwe! Czy ja jeszcze żyję? Może... Umarłam? Nie wiem. Kto wie? A kto może wiedzieć...
Tak oto błądzę pośród fałszywych dróg, gdzie ręki nie wyciągnie nikt. Czy tak będzie do samego końca? Nie mam pojęcia. Pff. Jak z resztą zawsze. W mej wędrówce towarzysz mi jedna osoba... moja Pani. Choć jest osobą, raczej nie spotkasz jej pod postacią człowieka. Kiedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze, w oczy kole, gdy próbujesz spojrzeć w te przekrwione, czerwone oczęta i rogi większe, aniżeli głowa. Tak oto przedstawia się Lucuś, wszechobecny demon, który bez problemu spowije Cię pajęczą siecią, niczym pająk, gdy wejdziesz mu w drogę. Wstrzyknie Ci swój jad, zostawiając zrządzeniu losu w powolnej agonii... Mój najlepszy przyjaciel i osoba wiernie pomagająca mi w nadmiar ciężkiej tułaczce zwanej "Życiem"...