Tytuł: Ostatnie tchnienie
Autor: Simi
Długość: miniaturka
Typ: Dōjin-zasshi (ff)
Autor: Simi
Długość: miniaturka
Typ: Dōjin-zasshi (ff)
Anime: One Piece (by Eiichiro Oda)
Uwagi: Nie jest to może nic wybitnego, po prostu pewnego dnia się zaczęłam zastanawiać, co mógł mieć w głowie Ace, gdy Luffy miał go w swoich objęciach tego feralnego dnia. Dało się to zrobić lepiej, wiem... Jedna z pierwszych pisanych przeze mnie rzeczy.
Uwagi: Nie jest to może nic wybitnego, po prostu pewnego dnia się zaczęłam zastanawiać, co mógł mieć w głowie Ace, gdy Luffy miał go w swoich objęciach tego feralnego dnia. Dało się to zrobić lepiej, wiem... Jedna z pierwszych pisanych przeze mnie rzeczy.
Marine Ford
Luffy!
Trzymasz mnie teraz w swoich ramionach. Czuję ciepło. Cały płoniesz. Proszę, przestań płakać.
Płakałeś dużo odkąd pamiętam. Jak przystało na młodszego braciszka. Wylewałeś z siebie potoki łez, ale próbowałeś być silny. Wiesz? Urosłeś w siłę, Luffy.
Byłem naprawdę szczęśliwy, kiedy zobaczyłem, jak biegniesz mnie ratować. Kiedy, niczym ptak, spadłeś z nieba, po czym wylewałeś siódme poty ze swojego gumowego ciała, by, korzystając z pomocy przyjaciół, dotrzeć na moje miejsce kaźni.
Luffy, cieszę się, że znalazłeś przyjaciół. Masz też wspaniałą załogę.
Nie powinieneś przychodzić. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało z mojego powodu. W końcu jestem twoim starszym bratem. To ja powinienem ciebie chronić, tak jak wtedy, gdy bawiliśmy się razem w polowania na leśne zwierzęta wraz z naszym trzecim braciszkiem.
Czuję ciepłe łzy skapujące na moje ramię. Przepraszam, że widzisz mnie w takim okropnym stanie. Chciałbym podnieść rękę i otrzeć krople z twojego policzka. Nie płacz, Luffy. Proszę. Jesteś już dorosły. Nie płacz. To boli. Chciałbym zmazać te skazę z twojej pociesznej twarzy, ale ciało odmawia mi posłuszeństwa. Nie jestem w stanie napiąć rozluźnionych mięśni. Teraz mogę tylko w ciszy słuchać, jak cierpisz. Patrzysz na krew na swoich rękach. Moją krew. Nie patrz na nią.
To oznaka mojego ulatującego życia.
Pamiętasz Sabo, Luffy? Naszego trzeciego braciszka. Oczywiście, że pamiętasz!
Poznałem twoją wierną załogę na tyle, by domyślić się, że najprawdopodobniej nie wiecie kompletnie nic o Sztabie Rewolucjonistów. Gdybym powiedział tę nazwę głośno, wiedziałbyś co mam na myśli? Pewnie nie.
Poznałem twoją wierną załogę na tyle, by domyślić się, że najprawdopodobniej nie wiecie kompletnie nic o Sztabie Rewolucjonistów. Gdybym powiedział tę nazwę głośno, wiedziałbyś co mam na myśli? Pewnie nie.
Wiesz? Ból mi ściska gardło. Nie umiem z siebie wydusić nawet słowa. Tak bardzo chciałbym ci powiedzieć o naszym trzecim bracie. Wyrósł. Jest teraz bardzo silny. Jednak nie jest piratem. Został numerem dwa u Rewolucjonistów. Założyłbym się o obiad z tobą, że tego nie wiesz. Nawet pomimo faktu, że zna go praktycznie cały świat.
Jesteś bardzo niedoinformowany o świecie, braciszku.
Dziękuję, że zdjąłeś mi kajdanki z Kairouseki. Czułem, jakby pieczętowały one nie tylko moją moc, ale i duszę. Cieszę się, że, nim sczeznę, mogłem zobaczyć cię. Mojego młodszego braciszka. Trzymaj mnie w ramionach jeszcze przez chwilę. Pozwól mi się nacieszyć moimi ostatnimi chwilami. Chcę je spędzić przy tobie, Luffy.
Czuję, jak moje tętno zwalnia, a ja wypluwam kolejną porcję świeżej krwi. Też to słyszysz i widzisz, prawda? A także wyczuwasz na swojej piersi zwalniający rytm mojego serca. Przepraszam, Luffy...
Nie chcę jeszcze umierać. Chcę się jeszcze wiele o tobie dowiedzieć. Tyle chcę ci opowiedzieć. O świecie, o sobie, o Marco... przyrzekłem, że uczynię Białobrodego Królem Piratów. Dlaczego moje marzenia przerywają się akurat w tym momencie?
Dziękuję, że mnie zabrałeś. Z tamtego miejsca. Że mogę wyzionąć ducha w objęciach mojego ukochanego braciszka. Podest, który był dla mnie niczym szafot, był okropną wizją. Wizją śmierci w niewoli. Samotnie.
Jak żyłeś przez te kilka lat? Wybacz mi, że ostatnio nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by podzielić się naszymi przygodami. Na pewno opowiadałbyś z ogromnym entuzjazmem. Prawda, Luffy?
Nie umiem być twardy. Czuję napływające do oczu łzy. Luffy, będziesz miał mi za złe, jeśli ich nie będę powstrzymywał? Chyba nawet nie umiałbym tego zrobić...
Strumienie łez rzewnie zalewają moje policzki, a ty patrzysz na mnie kątem oka z przerażeniem. Czuję to. Twój wzrok.
Teraz jesteś silny. Masz przyjaciół. Ale wciąż potrzebujesz silnego brata, który będzie cię chronił. Znajdź gdzieś na otwartym morzu Sabo. Obiecaj mi, że go znajdziesz. Od dziś to on będzie miał na ciebie oko.
Moje bezwładne ręce wciąż zwisają wzdłuż ciała. Chciałbym móc cię objąć. Przygarnąć do siebie i podziękować za te wspaniałe lata razem spędzone.
Pamiętasz naszą obietnicę, Luffy? "Żyjmy tak, aby niczego nie żałować." Proszę, nie rezygnuj z drogi pirata. Pnij się na szczyt, bądź jeszcze silniejszy. Zdobądź więcej przyjaciół. Wytrwaj. Inaczej będziesz żałował. Na pewno.
Przepraszam, że opuszczam cię w takiej chwili. Że nie powinszuję ci osiągnięcia szczytu. Że już nigdy nasza trójka nie napije się razem sake.
Zbieram w sobie resztki sił, by wydusić z siebie ostatnie słowa:
"Dziękuję ci za to...że mnie kochałeś!"
Czuję, jak drżysz.
Przepraszam, Luffy.
Przepraszam, Luffy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz