Bartek i Agnieszka.

  "Leżała i płakała, po nocach się raniła.

W końcu nie wytrzymała - pod pociąg się rzuciła..."

Prolog

Czwartek, 25-09-2014.
Stała na przystanku. Była piękna - długie, złoto-brązowe włosy powiewały na lekkim wietrze... Wielkie, niebieskie oczy błyszczały od promieni słonecznych. Zagłębiając się w ich kolorze, widać było wyraźnie, że nie miała lekko w życiu. Często płakała. Nigdy nikomu nie mówiła, dlaczego. Znajomi ze szkoły już o to nie pytali - teraz to był jej "normalny" stan psychiczny. To ją bolało. I to bardzo. Czuła się niepotrzebna. Nie zależało jej na uwadze innych, wolała siedzieć w kącie i się nie wyróżniać, jakoś przetrwać ten dzień, a potem tak następny i następny... Stał tam. On. Patrzył na nią z odległości kilku metrów swoimi piwnymi ślepiami. Pomimo króciutkich, orzechowych odrostów, jego blond wyraźnie iskrzył się dzięki mało zachmurzonemu niebu. Widział, że zerkała na Niego co chwilę kącikiem oka. Postanowił spróbować...
- Hej - zagadał zainteresowany szczupłą postacią. Wyjęła z uszu słuchawki, nie najnowsze, albo i  może, ale na pewno często używane.
- Cześć - odparła spokojnym głosem wyraźnie próbując zachować zasady kultury i nie dawać oznak zniszczonego życia, czy też ognia, który trzymała w sobie przez tajemniczą osobę.
- Bartek jestem, a Ty...?
- Agnieszka... - nie zdążyła dokończyć, ponieważ w tym właśnie momencie nadjechał długo oczekiwany autobus, dziewczyna uśmiechnęła się ciepło - Do zobaczenia! - po czym wsiadła do pojazdu i zniknęła nastolatkowi z oczu. Zrezygnowany wycofał się, zamartwiając tym, że prawdopodobnie już nie będzie miał okazji jej spotkać.
~*~ 


Rozdział 1

Nastał następny dzień. Był na przystanku o tej samej godzinie, chciał ją zobaczyć. Matka z dzieckiem,  jakaś starsza Pani i mały, kudłaty, bezdomny pies... nie ma jej.
- Kurwa... - wyszeptał cicho, po czym chwiejnym krokiem ruszył do siebie, po drodze głucho wsłuchując się w szum liści - jesień się zbliżała.
Myślał o niej cały czas. O jej włosach, jej oczach, jej głosie... Kiedy był w swoim pokoju, śmiało włączył laptopa i korzystając ze swojej pomysłowości zalogował się na dobrze wszystkim znany portal społecznościowy. Pełen nadziei wyszukał jej imię... ładuje się... i... nie znalazł. Zasmuciło go to. No cóż, musiał się pogodzić z tym jakże przykrym faktem.
Położył się na łóżku słuchając najsmutniejszych kawałków raperskich. Czuł wewnętrzną pustkę... W głębi duszy nie miał nikogo bliższego spoza rodziny.
Po ciężkim weekendzie nastał poniedziałek. Wyszedł ze szkoły, jak zwykle kierując się na przystanek w celu powrotu do domu.
- TAK! - krzyknął do siebie, po czym pełen szczęścia podbiegł widząc w tym miejscu, co za pierwszym razem, niebieskooką. Spojrzała w jego stronę.
- Oo... hej ci! - ponownie rzuciła prawie zapomniany przez niego uśmiech.
- Masz facebook'a? - zapytał. - Szukałem cię i nie znalazłem, chciałem się z tobą jakoś skontaktować... - rzekł trochę nieśmiało w jej stronę.
- Mam, aczkolwiek przeprowadziłam się tutaj dopiero w sierpniu i nie znam wielu osób, więc wiesz... Raczej trudno jest mnie znaleźć i się nie dziwię - odparła.
- To by wyjaśniało, dlaczego cię nie poznałem na początku... - rzucił zabawnie. - Cieszę się, że mamy okazję znowu rozmawiać.
- No więc co? Do mnie? - zaproponowała.
Bartkowi delikatnie podniosły się kąciki ust, po czym spokojnym tempem ruszyli pieszo, zaznajamiając się ze sobą mniej-więcej po drodze. Poznali swoje zainteresowania - on nałogowo słuchał rapu i grał w football, ona natomiast preferowała, jak to dziewczyna, reggae, oraz chodziła na zajęcia wokalne i taneczne. Oboje się polubili... bardzo. Co będzie dalej? To się okaże...
 ~*~

Rozdział 2

Po pierwszym dłuższym spotkaniu z nim czuła się prawie, jak w raju... miała wrażenie bezpieczeństwa w jego towarzystwie. Lubiła słuchać tego głosu, patrzeć mu w oczy...
On natomiast myślał wyłącznie o następnym, dłużej spędzonym z nią czasie.
Nie chodzili razem do szkoły. Ona do 3 gimnazjum, on do 1 LO, za to uczyli się kilka kroków od siebie...
Mieszkał w tej okolicy już jakiś czas. Siedziała na lekcji biologii, kiedy przyszedł SMS:
- Może malutkie obeznanie po okolicy? - potajemnie odpisała, godząc się na taki pomysł, po czym kolejne wibracje przyniosły wiadomość o miejscu i godzinie spotkania.
Zgodnie z obietnicą, po lekcjach czekał pod przystankiem, koło którego się poznali. Szła w jego stronę, miała na sobie czarne legginsy i Coversy... Wraz z ciemną bluzką idealnie leżały na jej szczupłej sylwetce.
Ruszyli obeznać ją z okolicą.
- Gdzie mieszkasz? - zaciekawiła się, lecz wbrew oczekiwaniom, w odpowiedzi otrzymała tylko niepokojące milczenie, wiedziała, że młodzieniec nie chce tej kwestii wyjawiać, przynajmniej nie na chwilę obecną, więc odpuściła.
Idą dalej, przy okazji opowiadają co nieco o swojej rodzinie. Ze względu na nieśmiałość drugiej strony, zaczęła mówić pierwsza. Dowiedział się, że jej matka kiedyś była bardzo miłą i usytuowaną osobą z wdziękiem, nie można było tak określić osoby, którą Bartek spotykał przebywając u Agnieszki w domu. Wykrztusiła jeszcze parę zdań - No, twoja kolej - stwierdziła. Nie odzywał się. Zaniepokoiło to ją.
Szli kawałek w milczeniu, gdzie dotarli do końcowej uliczki. Widziała, że chłopak był jakiś nie swój... Znali się zaledwie tydzień, może mniej. Czuła, jakby było coś, co ich od siebie oddaliło. Stanęli twarzą w twarz. Zagadnęła
- Nie wiem, co się dzieje, ale zacznij mówić, proszę! - posłuchał jej prośby i odrzekł
- Bałem się twojej reakcji i twojego zdania o mnie, gdy ci to powiem - stara się ważyć każde słowo. - Mieszkam w małym domku, jakieś 2 kilometry od szkoły - jego głos zachwiał się na chwilę. - Nie chcę nudzić o swojej rodzinie, uważam, że ten temat jest skończony - ponownie, wbrew oczekiwaniom dziewczyny, stali chwilę w ciszy, po czym niespodziewanie chłopak wykonał gwałtowny ruch pocałował swoją nową przyjaciółkę w usta. Nie wiedział co będzie, tak, jak i ona. Bał się tego i nie był pewien, czy zrobił dobrze. Agnieszka dalej stała w bezruchu. Tego się kompletnie nie spodziewała. Nie wiedziała co ma robić.
Nastolatek ponownie postanowił milczeć - jakby przestraszony wrócił przyspieszonym krokiem, zostawiając ją samą w ciemnym wąwozie...
 ~*~

Rozdział 3

Chodziła jakby nie świadoma tego, co się działo. Pocałował ją. Wiedziała, że nie był tego pewien, że się wahał całą drogę. To wyjaśniało jego mało rozmowność, ale teraz przynajmniej miała pewność, że nie było jednak żadnych granic. Zaskoczyło ją to, ale w głębi serca... cieszyła się, że miało miejsce... całe życie niekochana i sama, a tu nagle jeden niepewny ruch i ciepłe usta dotykają jej warg. Pierwszy pocałunek, pierwsze zauroczenie i to od osoby, którą darzyła sympatią, pomimo, że jej prawie nie znała. Ale cieszyła się z tego incydentu. Mimo wszystko - cieszyła się. Niestety przyszła obawa, że ta druga strona o tym nie wiedziała.
Ten nocy oboje nie mogli zasnąć. Ten dzień trochę im omotał w głowach. Ale mus to mus.
Następnego dnia, po lekcjach czekała na przystanku, by móc z nim porozmawiać. Nie było go. Podpytując jego kolegów i osoby z klasy dowiedziała się, że nie było go nawet w szkole. 
Wyjęła z kieszeni komórkę, po czym wystukując odpowiednie litery wysłała wiadomość:
- Czy coś się stało? Dlaczego nie było cię w szkole? - miał wyłączony telefon. Zaczekała chwilę. Nie odpowiedział. Zmartwiona bała się, żeby jej przyjaciel nie zrobił sobie czegoś głupiego i nie na miejscu.
Postanowiła dać mu czas i zaczekać, "może mu coś wypadło..." powiedziała sobie w duszy, pełna nadziei jednak, że jest w domu i tylko myśli nad tym, co zrobił.
Tego dnia nie była pewna niczego, co robi, co zrobiła, co zrobi... niczego nie była pewna. Nic nie było jasne.
Teraz to było dziwne. Jakby przewijała film. Osobno przypominały jej się pojedyncze kadry znajomości z nim. Poznanie, kiedy obca osoba postanowiła zagadać, zaznajamianie się w jej domu po szkole, to uczucie bezpieczeństwa i potem wspomnienie jego milczenia, po czym w końcu kroku ostatecznego.
Chciała się z nim zobaczyć, ale nie mogła go w żaden sposób spotkać. Telefon miał wyłączony, nie wiedziała gdzie mieszka, zawsze była nieśmiała, więc też o to nie pytała.
W domu jej życie było jak dawniej, z tym, że pełne zamyślenia, troski i bólu. Każdy dźwięk wydawał jej się być dzwonkiem, czy też pukaniem do drzwi.
Do końca tego tygodnia nie pojawiał się w szkole. Dopiero w piątek postanowił "wrócić do życia", po ostatniej lekcji, tj. w-f chciał znów spotkać się z przyjaciółką. Tym razem to jej nie było. Wcześniej zawsze tam czekała.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, że siedziała w tym czasie w  domu i płakała... Samotność znowu jej doskwierała. Z początku wierzyła, że tajemniczy nieznajomy mógł być rozwiązaniem jej największego problemu. Straciła wiarę w tę opcję. Nie wiedział o jej zniszczonej przez życie psychice, nie wiedział, że pozorne "nie ma jej" nie musi oznaczać "nie chce mnie znać", tylko "cierpi"...
 ~*~

Rozdział 4

Sobota nadeszła. Dziewczyna siedziała w domu zalewając się łzami przez ponowne uczucie samotności. Dzwoni telefon:
- Możemy się spotkać? - spytał przyjemny, męski głos. Zgodziła się, po czym dowiedziała się gdzie i kiedy.
Czekał w umówionym miejscu - o 13 przed hipermarketem. Cieszył się, że ją widzi. Nastolatka podchodziła powoli, jakby zmęczona. Kiedy spostrzegła, że stoi kilkanaście metrów od niego, zaczęła biec, po czym rzuciła mu się w ramiona.
- Cieszę się, że jesteś - stwierdziła szczęśliwa.
- No przecież bym cię nie zostawił - pocieszył ją jeszcze bardziej. - Ale... to, co ostatnio zrobiłem, kiedy byliśmy w wąwozie... przepraszam - zawstydził się lekko.
- Nie przepraszaj - wtuliła się w niego jeszcze mocniej, po czym puściła. - Nigdy już nie waż się mnie zostawiać na choćby kilka dni - ostrzegła, mówiąc mu to ostro, ale delikatnie w twarz.
- Hm... może wejdziemy do środka? - wskazał ręką na duży sklep, przed którym stali. Agnieszka skinęła głową i ruszyli.
Błąkali się pośród regałów z ubraniami i innymi przedmiotami. To jeansy przeglądali, to koszulki, to biżuterię... Nie wzięła ze sobą pieniędzy, więc uznał, że za to, iż się nie gniewała o trochę przedwczesny pocałunek, postanowił jej kupić jakiś mały drobny upominek w jubilerskim, w nagrodę, wiedziała, że się nie zrazi, dostał małego buziaka w policzek, jako podziękowanie za podarek.
Znowu się cieszyli swoim towarzystwem, ponownie nie chcieli się opuszczać na krok, a emocje między nimi iskrzyły się coraz bardziej. Pomagali sobie nawzajem w odrabianiu lekcji, nim minęła jesień, zaczęła się zima.
 ~*~

Rozdział 5

Zbliżała się Wigilia, a śniegu było coraz więcej. Dwa dni przed Świętami szkoły zamknęli z powodu mrozów. Młodzi mieli całe dnie dla siebie. Postanowili spędzić cały wieczór, 24 grudnia razem...
No i przyszedł ten dzień.
A w domu było zimno, nie nosiła przecież kapusty w butach, by na zapas w piecu rozpalać. Byli blisko. Tak, ona stała w kuchni, robiąc sałatkę, a on ją obejmował od tyłu. Tak, byli blisko, bardzo blisko. Znali się trzy miesiące, ale się kochali. To nie była "gimnazjalna", czy "młodzieżowa" miłość. To było coś więcej. Chodzili ze sobą i o siebie dbali. Zależało im na sobie.
Dochodziła godzina 16, trzyosobowa rodzina, plus szesnastolatek zasiedli do stołu przygotowanego przez gimnazjalistkę. Naturalnie, ta Wigilia była prawie taka, jak inne, ojciec nie zwracając uwagi na zdanie pozostałych na ten temat, na samym początku chwycił za szluga, matka natomiast zaczęła gadać o rachunkach, jakby była w biurze podatkowym, czy jak to się mówi... Tylko nasi młodzi się wyróżniali - potajemnie trzymali się za ręce, mając nadzieję na jak najszybszy koniec i powędrowanie do pokoju w celu zostania sam na sam. Jej rodzina zawsze takie rzeczy załatwiała raz, a dobrze. Fatalna była ta świadomość, że własna familia nie lubi spędzać ze sobą czasu.
No i stało się. Koniec spotkania. Dla podkręcenia "imprezy" Bartek wcześniej przemycił kilka piw zakupionych za pośrednictwem ulicznych żuli. Wiedziała o tym. Czekały u niej w pokoju, co którego po obiedzie zaciągnęła swoją drugą połówkę. Usiedli na łóżku, chwycili po jednym i zaczęli rozmawiać. Przy drugim piwie zeszli na temat ich.
- Jak myślisz? To będzie trwałe? - napoczął temat chłopak.
- Z tobą będę do końca życia i nawet dłużej! - odpowiedziała pewnie dziewczyna.
Czuła pożądanie. Wiedział to. Widział ten wzrok, z jakim na niego patrzyła. Ten dreszcz na jej ciele. Nigdy nie byli ze sobą bliżej, aniżeli ustami. "Zawsze musi być ten pierwszy raz", pomyślał, po czym wziął piękną osobę siedzącą obok w ramiona. Zaczęło się. 
Delikatnie podniósł palcami jej podbródek, by musnąć wargami jej usta, powoli zatapiając się w nich. Nie broniła się. Chciała tego. Nie przestawał. Napięcie rosło. Położył rękę na jej klatce piersiowej, delikatnie kładąc ją na łóżku, oczywiście nie przerywając pocałunku. Czuł dreszcz, który obtaczał jej ciało. Swoimi delikatnymi dłoniami zaczęła zsuwać mu koszulę z ramion, on natomiast obnażył ją z jeansów... Tętno im przyspieszyło. Leżał na niej, próbując czerpać tlen z jej ust. Trwało to  kilkanaście minut, kiedy byli już całkowicie nadzy. Nie przeszkadzało im to, nie wstydzili się siebie. Nie byłoby tego końca i doszłoby do ostatecznego ruchu, gdyby nie energiczne i nagłe nie pukanie do drzwi pokoju, przy czym szampański nastrój gwałtownie opadł, zmieniając się w dno wstydu.
- Co się tam wyprawia?! - krzyknęła starsza kobieta po czterdziestce, zaniepokojona dziwnymi dźwiękami wydzielającymi się z wewnątrz.
Młodzi zerwali się z łóżka i złapali za kołdrę, próbując czym prędzej zasłonić swoją nagość, jak zauważyli rozwierające się drzwi do pomieszczenia, w którym przebywali.
Matka nieletniej Agnieszki, Ilona, widząc przykrytych pościelą nastolatków, zaczęła robić awanturę.
- Ty ladacznico...! - zwróciła się do córki, ale nie kontynuowała, ponieważ zauważyła męża wkraczającego obok.
- A co to ma być..., sex nieletnich...?! - zaczął wydzierać się już nieco starszy ojciec, kierując chrapliwy głos do pary leżącej na łóżku. Wykorzystując moment, że młodym zabrakło nagle mowy, kontynuował swoją wiązankę. - Wypierdalać stąd, albo pozwę na policję o gwałt na nieletniej córce! Nie chcę cię na oczy widzieć! - kierował te zdania częściowo też co Agi, ale dalej zwracając uwagę Bartkowi z innej rodziny. - Macie pół godziny na zebranie manatków i zniknięcie mi z pola widzenia - kontynuował bezwzględnie. - chyba, że chcecie to potem zza okna zbierać! - dokończył stanowczo.
Kiedy dorośli opuścili pomieszczenie, młodzi zaczęli się ubierać, aczkolwiek ze względu na lekkie upojenie alkoholowe, Agnieszka nie pisała większej wagi słowom jej rodziców, ale ku przestrodze podjęła decyzję o częściowej wyprowadzce do jedynej jej bliskiej osoby, spakowała co najważniejsze, po czym "wyniosła się", do niezbyt dobrze znanego jej domu, bardzo rzadko w nim przebywała. Leżał jakieś pół kilometra dalej.
Wieczór Wigilijny spędziła przykryta ciepłym kocem, przed telewizorem, oraz w objęciach ukochanej osoby.
 ~*~

Rozdział 6

Święta minęły, a młodzi dalej mieszkali w jednym domu. Teraz już zupełnie czuła się odtrącona przez świat, gdyby nie Bartek, który ją wspierał, jak mógł. Jej życie ponownie stanęło na głowie.
Święta się skończyły. Wróciła szkoła. Pomimo niedawno wielkich mrozów, w styczniu temperatura wzrosła, a śnieg stopniał.
Dalej chodziła z nim. Koleżanki w szkole jej zazdrościły. Biorąc pod uwagę zakres licealny i gimnazjalny tej gminy, był uważany z najprzystojniejszego chłopaka, który wybrał akurat Agnieszkę. Było tam też wiele pięknych dziewczyn. Śmiały się, że płaci mu za sex i chodzenie z nią. Ignorowała to, nie obchodziły ją ich uwagi.
- Zazdrosne lafiryndy - szeptała pod nosem przechodząc korytarzem. - których w  życiu będzie utrzymywała tylko własna dupa mrożąca się pod latarnią i czekająca na kolejnego debila po wypłacie - dokończyła.
Siedział na lekcji Polskiego. To była druga godzina, jeszcze pięć przed nim.
- Mogę się dosiąść? - spytała jasnowłosa Karolina, która dopiero w tym półroczu dołączyła do nich do klasy.
- Jasne - zgodził się, przecież co będzie sam siedział...
Wiedziała o jego związku. Chciała go zniszczyć, tak już miała, że nienawidziła patrzeć na szczęśliwe pary obmacujące się w kącie, a samej stać i czekać na kolejną lekcję.
- Wpadniesz do mnie po lekcjach? - zagadnęła. - Potrzebuję pomocy w odrobieniu chemii na jutro... - wytłumaczyła prośbę.
Bartek był lubiany w klasie, odkąd zaznał szczęścia z urodną gimnazjalistką, koledzy bardzo go polubili. Już się nie ukrywał tak, był bardziej rozmowny. Często umawiał się z częścią swojej klasy i dziewczyną, na wspólne wypady do kina, albo gdzieś w tego typu miejsca... Agnieszka znalazła też przyjaciół w jego klasie.
Siedziała w tym czasie, wyluzowana na lekcji religii. Dostała SMS'a:
- Nie mogę się z tobą dzisiaj spotkać, przepraszam, wynagrodzę ci to :( - nie chciał podawać powodu, ponieważ wyobrażał sobie zakłopotanie dziewczyny mającej świadomość, z kim w tym czasie przebywał chłopak jej marzeń. Zaakceptowała wiadomość, nie podejrzewając go o nic.
Spełnił obietnicę, zaraz po szkole z Karoliną ruszył do jej domu. Po drodze rozmawiali, o nim, o niej, o Agnieszce.
- Za co cenisz tę dziewczynę? - na luzie napoczęła temat.
- Trudno mi powiedzieć... - napoczął odpowiedź. - Dobrze czuję się w jej towarzystwie, kocha mnie, lubi ze mną spędzać czas, ubóstwiam jej włosy, oczy, figurę... ogólnie ciało, dużo mi pomaga i nauczyła mnie wiele w życiu. Jest przy mnie, kiedy tego potrzebuję - odpowiedział śmiało nie widząc haczyka w pytaniu.
- Ahm... - westchnęła blondynka.
Doszli do jej mieszkania. Rodzice byli w pracy, zaprosiła go więc do domu, po czym przeszli do jej pokoju. Zrzuciła torbę na ziemię i świadoma, że nastolatek będąc w obcym miejscu, śledzi każdy jej ruch, odwróciła się bokiem do niego, po czym zaczęła ściągać bluzkę, szpanując zgrabną sylwetką. Patrzył się, jak to chłopak, na to liczyła. Chciała, by się nią zainteresował.
- Nie mogę znaleźć koszulki... - pożaliła się zakłopotana, stojąc w samym biustonoszu. Podał jej najbliższą leżącą bokserkę.
- Dlaczego to zrobiłaś? - jęknął z lekka zakłopotany.
- Konkretnie...? - dopytała się, lekko śmiejąc przy tym. Wiedziała o co mu chodzi.
- Może skończmy ten temat. Co z tą chemią? - przeszedł do rzeczy, chcący jak najszybciej pozbyć się dziewczyny z brązowymi oczami. Patrząc w nie, tęsknił za tym błyskiem w szafirowych pewnej osoby...
- Racja, zapomniałabym... - przypomniała sobie, po czym wyjęła książki z półki i siedli na podłodze.
Całą naukę udawała, ze nic nie rozumie, choć w rzeczywistości chciała go przetrzymać jak najdłużej.
Po kilku godzinach skończyli. Dziewczyna  rzuciła się w ramiona nowemu koledze, chcąc podziękować za cierpliwość i zdobytą wiedzę.
Agnieszka w tym czasie siedziała w domu, próbując napisać wypracowanie na lekcję Polskiego, kiedy zadzwonił telefon. Odebrała więc.
- No hej, Kuba, co się stało? - przywitała się, pytając o powód fatygi.
- Kiedy ostatni raz się widziałaś z Bartkiem? - jej przyjaciel niecierpliwie spytał, wprowadzając jej głowę w zamieszanie.
- Dziś rano, a coś się stało? Pisał, że nie ma dziś czasu... co o tym wiesz, powiedz! - rozkazała, pełna nerwów.
- No widziałem go przed chwilą, jak obejmował Karolinę w jej domu... - odrzekł.
Dziewczyna zastygła w bezruchu, nie dając oznak życia. Nie wierzyła w to, co słyszy, nie mógłby jej zdradzić! Gwałtownie się rozłączyła i rzuciła telefon na stół. Usiadła na fotelu i zwinęła się w kłębek, płacząc i czekając na powrót licealisty...

~*~

Rozdział 7 

No i przyszła oczekiwana chwila. W momencie, gdy ujrzała, jak nastolatek wkracza przez drzwi wejściowe, chciała wyładować na nim całą złość i ból o podejrzenie zdrady. Zamiast tego jednak postanowiła czekać na wyjaśnienia, ponieważ nie wierzyła w to, że mógłby jej celowo złamać serce.
Gwałtownie wyprostowała się i podniosła, aby dobiec do złotowłosego i się w niego wtulić, jak w poduszkę.
Widział ją i ją czuł... Makijaż miała cały rozmazany, było jej zimno, była przestraszona i smutna. Cała drżała.
- Coś się stało? - zdziwił się.
- Nie... już jest dobrze - uspokoiła go. - Ale... gdzie byłeś? - dopytała i odsunęła się od niego, jednak po chwilowym milczeniu rzuciła zarzut. - Zdradziłeś mnie! - pchnęła go lekko rękami w ramiona, chcąc odepchnąć.
- Nie, nigdy! - stanowczo zaprzeczył.
Dziewczyna odstąpiła go jeszcze na dwa kroki i żądała wyjaśnień na temat tego, co usłyszała niecałą godzinę temu przez telefon od Marcina z pierwszej "A". Bez wahania zaczął tłumaczyć zdarzenie. Nie miał wpływu na to, że blondynka rzuciła mu się w ramiona, nie chciał zdradzić Agnieszki, ponieważ ją kochał nad życie. Brązowooka chciała mu tylko wbrew jego woli podziękować za poświęcony jej czas. Nie wiedział, że celowo usiłowała zniszczyć ich związek.
Jego dziewczyna mimo wszystko poprosiła go, by nie spotykał się z blondynką, by zapobiec bliższym kontaktom fizycznym. Wyraźnie widzieli, że Karolinie na tym zależało. Obiecał spełnić jej prośbę, ale nie mógł przewidzieć zachowania drugiej strony...

~*~

Rozdział 8

Następnego dnia tak też się stało. Bartek postanowił nie zadawać się z blondynką. Tego razu postanowili zatrzymać się na przystanku, by pogadać o tej całej sprawie. Stała odrobinę dalej i to widziała. Kiedy o tym rozmawiali, w oddali zobaczyli, jak młoda dziewczyna podchodzi do nich w szybkim tempie.
- Co ona tu robi?! - dopytała się hardym głosem. Nie odpowiedział. Nie wiedział co...
- Misiu!!! - krzyknęła stojąc tuż przy nich, po czym zatopiła swoje usta w tych Bartka. Był bardzo zadziwiony tym ruchem, ale trzymała jego twarz tak mocno, że nie był w stanie tego okazać, ani się wyrwać. Agnieszka widząc to, pełna bólu czym prędzej wróciła do domu chłopaka. Nie poszedł za nią. Nie mógł. Blondynka była wyjątkowo mocna, jak na kobietę. Kiedy niebieskooka zniknęła im z pola widzenia, Karolina puściła chłopaka wolno. Żądał wyjaśnień, których nie otrzymał.
Jakieś pół godziny po jego dziewczynie... a może już ex, wrócił do swojego domu. Tak, stało się najgorsze. Nie było tam jej rzeczy. Oparł się plecami o ścianę i powoli zaczął zsuwać się na podłogę. Nie wierzył, że to się stało.
Niczym wyścigówka popędził do domu rodziców Agi, z którego o dziwo została wywalona w hukiem...
W domu rozlega się dzwonek do drzwi.
- Słucham? - spytała 41-letnia kobieta po otwarciu drzwi.
- Dzień dobry... Jest Agnieszka? - spytał, łapiąc oddech i rozglądając się na boki, próbując ujrzeć wnętrze domu.
- Nie chce cię znać. Nie jesteś jej potrzebny - odpowiedziała srogo. - Nie przychodź tu więcej... - dodała, po czym zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Wrócił do siebie, mając ochotę wykrzyczeć "WHY?!", ale zamiast tego, chociaż nie chciał tego robić, wolał twarzą w twarz, zadzwonił. Nie odebrała. Postanowił wykorzystać jeszcze gorszą drogę, pisząc SMS'a, ledwie mógł trafić w klawisze. Dłonie mu się trzęsły. Bał się, że nie wróci, najbardziej nienawidziła oszustw, fałszywości, kłamstw... Łzy mu rozmazały klawiaturę jeszcze bardziej, ale w końcu doszło.
- Spotkajmy się, proszę! - przeczytała.
Nie odpisała. Potem dostała jeszcze kilkanaście wiadomości z prośbą o przebaczenie, wyjaśnienia, prośby o rozmowę PvP. - Kocham cię całym sercem!!! - doszło w końcu, nie przestawał pisać, pisnął pod nosem, kiedy zobaczył "Gdzie i kiedy?". Oczywiście nie czekał, więc wykazał miejsce na za dziesięć minut.
Nadszedł ten moment. Dochodziła osiemnasta. Ruszyli do niego, by nie stać, jak te czopki na ulicy, poza tym było bardzo niedaleko. Usiedli w pokoju, w którym niegdyś bardzo dużo przebywali. Zdołał jej poniekąd wbić do głowy, że nic go z brązowooką nie łączy i nie podobało mu się dziś jej zachowanie, ponieważ było pozorowane, a w głębi serca jej nienawidzi.
Znowu się zbliżyli ku sobie. Chciała już wracać, ale na dworze, pomimo końca stycznia, zima powróciła. Lunęło śniegiem, jak rzadko, nie było widać drogi pod nogami. Postanowiła jeszcze trochę zostać, ze względu na warunki pogodowe, choć nie wykluczone, że coś chciało ich razem zatrzymać w środku. Kto wie...
Zimno było, więc objęli się nawzajem. Tym razem, to ona zaczęła. Zatonęli w namiętnym pocałunku, powtórzyła się z deka historia z 24 grudnia... Z jednym wyjątkiem.
Leżeli obok siebie... Nie miała już na sobie bluzki, a on siedział w samych bokserkach... Cieszyli się chwilą aktualną, ale postanowił zdjąć jej dolną część odzienia. Delikatnie złapał dłonią za jeansy u wysokości bioder, delikatnie zsuwając je z ciała kobiety, rozkoszując się przy okazji delikatną skórą... do momentu... natknął się na coś szorstkiego... na coś, co znał. Tak, znał to bardzo dobrze. Ściągnął gwałtownie jej spodnie do końca, przerywając miłosną chwilę.
- Dlaczego to zrobiłaś?! - wyskoczył z pretensją.
Dziewczyna się zawstydziła trochę... nie odpowiedziała. Podciągnęła pod siebie kołdrę, po czym odwróciła się plecami do chłopaka i zwijając w kłębek zalała łzami...
- Już dobrze... - podszedł do niej od tyłu, ukoił łzy ciepłym głosem, oraz wtulił się w nią, by poczuła się bardziej doceniona, niż gdy jego zabrakło.
- Nie chcę tego robić... - wyżaliła się.
- Więc zanim to zrobisz następnym razem, to przyjdź do mnie i posłuchaj, co mam Ci do powiedzenia... - zaproponował.
Nie co dzień przecież częstowała swoje ciało żyletką, robiła to tylko w ostateczności. Ale teraz wiedziała, do kogo ma się zgłosić, nim do tego następnym razem przystąpi. Resztę wieczoru spędzili bez smutnych myśli, ciesząc się wzajemnym towarzystwem, bliskością i świadomością, że żadna pierdolona Karolina, ani inna zazdrośnica im nie zepsuje tego szczęścia.

~*~

 Rozdział 9

Wtedy, kiedy patrzył w jej oczy, widział łzy. Widział samotność. Nie chciał jej widzieć, choć wtedy czuł się nad wyraz potrzebny... Zdawał sobie sprawę z tego, że jego dziewczyna miała niedługo urodziny... Postanowił jej zrobić prezent i nagrodzić ostatnie zdarzenia.
Tego dnia zaczynała 16 lat. Obudziła się, jak zwykle znosząc nogi na podłogę.
- Auć! Co to...? - zastanowiła się, gdy jej noga niepostrzeżenie nadziała się na "dziurawe", kartonowe pudełko, obok którego stała torba... jakby urodzinowa.
Z początku bardzo się zdziwiła, zapomniała który w końcu dzień. Kończył się styczeń... śniegu nie było, on był już w szkole, aczkolwiek podejrzewała nadawcę prezentu.
Zajrzała wpierw do torby...
Jej wzrok przykuły leżące na wierzchu jeansy. Przymierzyła, pasowały idealnie. Obejrzała się w lustrze i zakochała w swoim nowym odzieniu...
Kilka minut później zaciekawiona zobaczyła, czy coś jeszcze nie tkwi w torbie z czerwonymi serduszkami...
- Co to? - szepnęła pod nosem zdziwiona... Nie wyjęła, zajęła się bardziej "dziurawym" kartonem... Otworzyła.
Jeszcze wyraźnie zmęczony, podniósł główkę... Tak, był śliczny! Dwa, małe puchate i lekko oklapłe uszka, długi, w miarę puszysty ogon... nie miał więcej, niż pół roku. Cztery nieduże, koloru karmelowego, łapki wyszły z pudełka, dźwigając ze sobą resztę ciała.
Znowu... miała łzy w oczach... teraz to były łzy szczęścia, ogarnęło ją takie nagłe i niepohamowane.
Bartek w tym czasie siedział na lekcji Polskiego, wyczytała to z jego planu lekcji...
Energicznie wypędziła do Liceum Ogólnokształcącego, idąc w przyspieszonym tempie do sali 105, gdzie miał przebywać w tym momencie chłopak.
Siedział w ławce zamyślony. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziała wychowawczyni.
- Dzień dobry - przywitała się Agnieszka. - Czy mogę poprosić na chwilę Bartka? - spytała, uprzejmie uśmiechając się i starając opanować emocje. Polonistka zgodziła się.
Klasa wiedziała o prezencie kolegi... Kiedy wychodził z klasy, rozległo się wycie "Ooo...!", przy czym niektórzy wołali "Gorzko, Bartuś!". Wyraźnie polepszyli mu nastrój.
Byli już poza klasą. 
- O co chodzi?
Nie otrzymał odpowiedzi, dziewczyna rzuciła się na niego, obdarzając go długim i gorącym pocałunkiem... Oderwała się na chwilę, by mu wyszeptać - Dziękuję... - po czym kontynuowała...
Zastygli tak na dobre kilkanaście sekund i nie zdawali sobie sprawy, z tego, że w tym czasie, kiedy tak stali, zza drzwi wyglądała połowa klasy, wliczając w to Panią. Dopiero zobaczyła dziewczyna, przerywając pocałunek. Stanęła przed chłopakiem lekko zawstydzona. Widział, że reakcja klasy go zszokowała... odjął ją najmocniej, jak potrafił, nie zważając na reakcję kilkunastu nastolatków i nastolatek za sobą.
Rozległ się gromki aplauz w połączeniu z dzwonkiem na przerwę.
- Ucz się pilnie - powiedziała, musnęła mu jeszcze raz, delikatnie, usta, po czym wróciła szczęśliwa do domu.
Będąc w swoim pokoju, zadowalała się widokiem malutkiego szczeniaka, ganiającego za swoim ogonem. Już chyba był obeznany z tym pomieszczeniem...
Zajrzała do torby urodzinowej. Czekał tam szampon dla szczeniąt, szczotka dla psa, smycz, obroża, już wypisana książeczka zdrowia...
- Yuki... Owczarek szetlandzki*... 2 miesiące. [Owczarek Szetlandzki to miniaturka szkockiego - Collie]
Nie myślała o niczym innym, niż o swojej cudownej drugiej połówce, oraz nad śniadaniem dla psa i wspólnym z nim spacerem.
Kiedy Bartek wrócił do domu, widział to, co chciał widzieć, choć sam temu nie wierzył.
- C... co jest? Czy ty jest... tak! Ty jesteś szczęśliwa! - krzyknął zadowolony, widząc to w jej oczach. Ponownie ją przytulił, a prawda była taka, że gdyby mógł, to nigdy by jej obejmować nie przestawał...

~*~

Rozdział 10

Zaczął się luty, były ferie, a więc wolne od szkoły... Jak zwykle, przed godziną dziewiętnastą, była z Yuki'm na spacerze, szczeniak w końcu potrzebuje dużo ruchu, kiedy jest młody. Bardzo się cieszyła związkiem z Bartkiem... wzięła Szczeniaka na smycz, po czym wyruszyła, ciesząc się towarzystwem psa... nie była samotna, bardzo to sobie ceniła.
Jako chęć wspomnienia, postanowiła powędrować do miejsca, gdzie ją po raz pierwszy pocałował i zostawił, nie czekając dłużej na jakąkolwiek reakcję.
Był wieczór, ściemniło się jakąś godzinę temu. Była sama w ciemnym wąwozie. Nikogo innego nie słyszała, nie widziała... sama, jak palec. Tak jej się przynajmniej zdawało. Nie spodziewała się niczego innego, niż mogło być na co dzień.
Była już na końcu, przysiadła na asfalcie, pamiętając ten moment...
Nagle poczuła coś zimnego przy skroni. Zadrżała.
- Nie ruszaj się - powiedział głos stojący od lewej. Nie słyszała, jak podchodził, wyraźnie był to mężczyzna... a raczej chłopak w wieku około 16-17 lat. Pies nie zareagował, nie nauczył się odróżniać jeszcze niczego, poza tym był malutki, wszelkie szczekanie, czy próba ataku skończyłyby się niepowodzeniem...
- Wstań, nie krzycz! - rozkazał.
Agnieszka czuła, jak nieznajomy zdejmował z niej spodnie, ciągle nie mogąc zapomnień o broni palnej przyklejonej do skroni, nie mogąc wydać z siebie ruchu, czy dźwięku. Czuła to, ten okropny ból, zadawany przez obcą osobę, zrobiłaby wszystko, żeby przestać czuć cokolwiek. Tęskniła, tak cholernie tęskniła za obecnością najbliższego... tym razem nie odnosiła bólu psychicznego, tylko psychiczny i fizyczny w jednym. Nie mogła już dłużej tego znieść. Po ponad minucie wyjęła telefon z kieszeni kurtki...
Bartkowi przyszedł SMS:
- Pomóż, proszę, wąwóz! - kiedy napastnik spostrzegł, że kobieta wysłała wiadomość, gwałtownym ruchem, nie zastanawiając się nawet sekundy, uderzył niebieskooką, lufą od pistoletu. Padła na ziemię nieprzytomna.
Jej telefon zaczął dzwonić, połączenie od "Bartuś :*", złapał urządzenie i rzucił nim o asfalt, uciekł znikając za krzakami, zostawiając ją nieprzytomna z bezbronnym psem, bez nikogo na dnie wąwozu...
Numer nie odpowiada, doszła informacja z automatycznej sekretarki. Bardzo go to zaniepokoiło, biorąc pod uwagę treść ostatniej wiadomości. Nie chciał o tym myśleć, szybko wskoczył w buty, zabrał ze sobą kurtkę, po czym pobiegł w miejsce podane w SMS'ie.
Był już na miejscu, spostrzegł po tym, iż Yuko zaczął obszczekiwać swoim piskliwym głosem, nadchodzącą postać. Tętno mu przyspieszyło, popędził, widząc ciało leżące na ziemi. Zalał się łzami, drąc się wniebogłosy, by jego ukochana się przebudziła.
Jej ciało sterczało we krwi, wciągnął na nią dolną część odzienia, zsuniętą przez nieznajomego napastnika. Zdał sobie sprawę z tego, że została zgwałcona, ale za cholerę nie mógł się z tym pogodzić. Na jej skroni wyraźnie widniał wielki siniak, domyślił się przebiegu akcji. Ujrzał, że to nie będzie sprawa łatwa, wyjął komórkę, ręce mu drżały, o mało jej nie upuścił. Wydzwonił pod 999 i 997, czym prędzej ubierając w słowa zarys zaistniałej sytuacji.
Ona leżała dalej. Dotknął jej ciała, leżała tu już dobre ponad 5 minut, wymarzła. Przykrył ją swoją kurtką, oraz okazał swoje umiejętności ratownicze, wykonując sztuczne oddychanie do czasu pojawienia się pomocy.
Męczył się tak kilka minut, po czym usłyszał syreny wyjące z niedaleka. Najbliższy czas wszystko działo się tak szybko, że nawet nie sposób tego opisać.
Tej nocy nie zmrużył oka. Pies czatował pod drzwiami, czekając na powrót właścicielki, on natomiast drżał i zalewał się łzami z powodu incydentu, którego nie dał rady powstrzymać, będąc tam z nią.
Jedyne, czego teraz chciał, to telefon ze szpitala w celu powiadomieniu o zdrowiu pacjentki. Najbliższe kilka godzin przecierpiał, niestety na próżno. Ani jednej wiadomości o tym, co się teraz z nią dzieje.
- Zemszczę się! - powtarzał wciąż pod nosem groźbę kierowaną do gwałciciela.
Nie wiedział kto to był, ale obiecał sobie dojść do tego, chociażby samodzielnie i bez względu na cenę.

~*~

Rozdział 11

Obudziła się w szpitalu, przykryta białą pościelą. Była ledwie przytomna, jakby nietrzeźwa... Z wczorajszego dnia pamiętała tylko ucinki..., kadry. Wąwóz, ciemną noc, mężczyznę, którego twarzy nie znała i wielki ból przez niego wyrządzony na jej ciele... nie wiedziała nawet, czy owy SMS został wysłany, nie miała siły myśleć.
Jak w zegarku przybiegła pielęgniarka, słysząc dziewczynę obijającą się o stojak na kroplówkę, do której była podpięta Agnieszka, ledwie się trzymała na nogach.
- Proszę się położyć... - rozkazała opiekunka szpitalna.
- Nie, dziękuję, chcę wiedzieć co tylko się stało - wyszeptała ledwie, jakby słowa ją męczyły. Jej oddech się wahał w tonacji, nie mogła zaczerpnąć powietrza.
- Czy powiadomić kogoś bliskiego, że się Pani przebudziła?
- Bartka? Nie... - bała się spotkać kogokolwiek, po prostu się bała.
Leżała tam jeszcze dwa dni, nastolatek obawiał się najgorszego.
Siedział sam w domu, nie chodził do szkoły, ledwie mógł spać po nocach. Cały czas o niej myślał. Nie został doinformowany o numer kontaktowy, czy miejsce pobytu, a nie mógł jechać karetką z ukochaną ze względu na to, że był niepełnoletni i musiał się Yuki'm zająć.
Dziewczyna jakoś się trzymała, jakoś... Minęły trzy dni jej pobytu, piątek. Pielęgniarka wymęczyła od niej numer kontaktowy Bartka, ponieważ nie mogła sama siedzieć w szpitalu przez to, że się boi.
Było koło godziny 15, chłopak doczłapał się do szpitalu dopytując o salę. Wszedł, o dziwo dziewczynę zadziwił jego widok, gdyż chodził on o kulach z zabandażowaną nogą. Nie pytała co się stało, nie wiedziała czy się cieszyć, czy smucić na jego widok, bała się ludzi, ale on zawsze był jej bliski i nie zrobiłby czegoś wbrew jej dobru... ufała mu.
Poczuła jego ciało, tak, przytulił ją, teraz wie, że to tego jej brakowało w ostatnich dniach. Jego dotyku, jego głosu, jego szeptu "Już jest dobrze...", który właśnie rzekł jej do ucha.
- Możemy wrócić do domu? - spytała, ale w tym właśnie momencie wtrąciła się pielęgniarka, że Aga musi zostać tutaj na obserwacji jeszcze co najmniej przez tydzień ze względu na niemiły wypadek, który często zostawia głębokie rany w psychice i doprowadza do depresji, musiała być pod opieką, póki jej stan się nie polepszy i nie odzyska pełnej świadomości, dla jej dobra.
- Co ci się stało? - zapytała już nie mogąc znieść ciekawości o bandaż na nodze.
- A nic wielkiego - nie chciał smucić bliskiej mu osoby.
- Powiedz no!
- Na prawdę nic - uparł się przy swoim, po czym kontynuował - no, ta ściana była twarda... - wyjawił.
Dziewczyna zaśmiała się delikatnie. To chciał usłyszeć. Cieszył się, gdy się uśmiechała.
W tym momencie zawitała ich "znajoma", pielęgniarka informując, że Agnieszka musi odpoczywać. Bartek został siłą wyproszony z pomieszczenia, a jedyne co mu zostało to powrót do domu. Mimo wszystko cieszył się, że nic nie będzie jego dziewczynie i miał nadzieję na koniec tej paranoi, nie wliczając w zakończenie sprawy z tajemniczym przestępcą, względem którego miał cne zamiary.
Stwierdził jedno - od dziś chodzi na naukę boksu, zemsta w tym przypadku bardziej go pociągała, niż zainteresowania...

~*~

Rozdział 12

Niby było wszystko OK... Aga się trzymała, pobyt w szpitalu dobiegał końca, był środek lutego. Białe, jakby puste, ale pełne pomieszczenia, ludzie chodzący regularnie obok, nawet możliwe do zjedzenia posiłki. Warunki były idealne, by odzyskać wewnętrzny spokój, ale ni stąd ni znikąd to wszystko zaczęło ją denerwować. Dlaczego? Kto wie... Któż też odpowie na pytanie, dlaczego nastolatka płakała często po nocach i lubiła zostawać sama?
Osoba, która się nią opiekowała, dość szczupła i młoda pielęgniarka, były prawie podobne, chciała jej przekazać mało ważną informację, jak zawsze ją goniła w takich celach, by nie zapomnieć i obserwować, co aktualnie robi jej podopieczna.
Niebieskooka właśnie brała prysznic. Marta - tak, tak nazywała się pielęgniarka - zaczekała przed kabiną. Wpatrywała się w poruszającą się od wody zasłonę. Była tam jedna rzecz, która jej nie pasowała... delikatnie różowa woda pod nogami nastolatki i bezustanne łkanie. Pomyślała i zerknęła delikatnie, ale tylko na jej nogi, by zachować prywatność drugiej osoby. Stało się - najgorsze, czego się obawiała. Na szczupłych i długich nogach widniały obfite rany cięte, podobne widziała, kiedy ją oglądała przywożąc po "wypadku". Wtedy miała blizny, teraz był świeże. Po łydce sączyła się cienka stróżka krwi.
Pielęgniarka miewała z tym do czynienia dość często w przypadku osób w wieku od 14-16 lat, pracowała w szpitalu, to normalne - osoby z zaburzeniami psychicznymi. W tym z deka zamieszaniu zupełnie zgubiła tę jakże mało ważną sprawę, teraz miała większy problem.
Po godzinie, może dwóch Bartek otrzymał tylko wiadomość, iż jego jakże bliska mu osoba musi pozostać jeszcze przez pewien czas bez możliwości powrotu. Znowu łzy w oczach...
Był w drodze ze sklepu, wracając wypakował pakunek, siadł w możliwie najciemniejszym pomieszczeniu, było prawie puste, mebli kilka na krzyż, na ścianie zakurzone obrazy, na których ledwo co było cokolwiek widać. Znowu było mu zimno, tak potwornie zimno. To nie było zimno fizyczne, ale psychiczne, to, które dobrze znał. Jedyne, co mógł teraz zrobić, to się zamartwiać w samotności, otrzymał kategoryczny zakaz odwiedzin, naturalnie ze względu na jej chwiejny stan.
To był dla niej ciężki wieczór, musiała się tłumaczyć przed znajomą-opiekunką. Kolejne chwile bolesne, ale to pomagało, zawsze pomaga rozmowa z innymi o swoich problemach. Miały czas, żeby się zapoznać bliżej, bo Złotowłosa ciągle była skryta. Nastała nadzieja na poprawę, ale nieuniknione były częste konsultacje z psychiatrą i próba wygrzebania się z tego bagna.
Obiecała sobie jedno - póki ma świadomość, że Bartek tam siedzi i na nią czeka, nie zrobi sobie nic złego.
Wbrew prawdzie, wcześniej błądziła w przekonaniu, że nikogo nie obchodzi "byle cięcie się". Nie myślała nigdy o tej jednej, najbliższej osobie, dla której każda jedna mała rana na jej ciele, była niewybaczalnym błędem dla samego siebie. Nie było żadnego tłumaczenia, względem tego, że na coś takiego się pozwoliło, na ból "tej jedynej".

~*~

Rozdział 13 

Piątek. Miał mieszane uczucia. Ból i rozpacz w połączeniu z gniewem i nienawiścią - idealna wiązanka.
Mimowolnie tkwił w domu z myślą, co ze sobą począć. Yuki'm zajmowała się jego matka, choć nigdy nie mieszała się i nie udzielała w ich życiu. Agnieszka prawie jej nie znała i w ogóle ze sobą nie gadali. Dwoje młodych było jedynymi aktywnymi istotami w tym domu, ale teraz bez niej... pustka i cisza.
Nawet całkowicie zapomniał o Karolinie, która o, dziwo wyjechała w zeszłym tygodniu do Francji z rodziną na dalszą naukę... Skąd wiedział? Pierwszy raz od dwóch tygodni przyszedł do szkoły, miał nadzieję na jakieś informacje.
Agnieszka... Większość osób tam lubiło ją, nie, bardzo ją lubiło! Nigdy by jej czegoś takiego nie zrobili, szanowali tę osobę i byli gotowi za nią życie oddać. Miała cudowny humor, wygląd, charakter. Podobnie można by orzec o Bartku, dobrali się idealnie.
Jest gimnazjum, liceum, z anonimowych źródeł otrzymał nazwisko sprawcy i odrobinkę danych osobowych, włącznie z numerem telefonu.
Przyszła mu, sprawcy tragicznego zdarzenia, z nieznajomego numeru wiadomość o miejscu i godzinie spotkania.
Ku zdziwieniu, 17-latkowi odesłał zgodę. Uczeń 3E był silny, przyjął wyzwanie - tak odebrał SMS'a - nie zdając sobie sprawy z treningów młodszego Bartka.
Godzina 17, resztki śniegu jeszcze nie stopniały, mróz lekko poniżej zera zawitał. Trzecioklasista ruszył na miejsce spotkania. Skąd wiedział kogo spotka? Proste, byli umówieni w dobrze im znanym wąwozie...
Kiedy już stali na przeciwko siebie, Bartek się wpatrywał w jego piwne oczy, przysłaniane brązowymi kosmykami włosów. Zwrócił uwagę na jego czerwoną kurtkę, kolor, który właśnie tak potwornie znienawidził...
Chciał się wytłumaczyć, aczkolwiek druga strona wyjaśnień nie chciała, sprawa była bowiem dla niego jednoznaczna...
- No więc... - postanowił stwierdzić, ale głos mu przerwało uderzenie z liścia wycelowane w policzek chłopaka z 3E.
Druga strona była silna, tyle zauważył. Było to czymś, co go kompletnie zdziwiło. Cofnął się o krok, zawahał względem następnego ruchu. Staliby tak w milczeniu, gdyby nie nagłe podejście i ścięcie nóg trzecioklasisty w celu przewrócenia go. Działo się zgodnie z myślą... facet padł glebą na plecy odczuwając potworny ból. W tym spotkaniu nie korzystali z broni białej, ponieważ wskazałoby to na wyraźne tchórzostwo, mieli ze sobą tylko gołe pięści. To też Bartek wykorzystał, łącząc z siłą zyskaną na treningach, a przede wszystkim... gniewie.
Usiadł na nim, obejmując go nogami, wyglądało to jak kopanie leżącego, ale Brązowooki próbował się bronić. Z końcem końców, strona w gniewie i żalu okazała się silniejsza.
Chłopak z trzeciej nosił imię Hubert, chwila nieuwagi, zakręciło mu się w głowie. Dostał raz, drugi, trzeci, wie, że ambicje poległy, został już mu tylko żal - w duszy bród się zaległ. Starcie nie było długie, może kilka minut. Bartek był już zdyszany, także nie został bez kar cielesnych, mimo wszystko ten drugi był starszy i gdyby nie boks, wynik walki byłby przesądzony.
Zostawił go tak leżącego, nieprzytomnego... Tak, jak wtedy on zostawił Agnieszkę.
Obrońca skrzywdzonej wrócił do domu, dumny z zemsty, niepewny co będzie dalej. Postanowił zostawić w niepamięć spotkanie w wąwozie, ot tak. Nie było mu żal 18-latka. Wet za wet i nic poza tym. Jedyne, czego chciał, to Niebieskookiej przy ramieniu i spokoju. Koniec tego ciężkiego życia, nic więcej. Jak wiadomo, marzenia trudno spełnić.
Kiedy wracał zmierzchało się. Dom. Wyczerpany przyłożył lód do krwawiącej wargi, wziął kąpiel i poszedł spać, nie stawiając żadnej wagi na jutro...

~*~

Rozdział 14

Minęły może niecałe dwa tygodnie... stracił rachubę czasu. Najważniejsze było to, że mogła wrócić już do domu. Rozpierała go radość! Dziewczyna czuła się nawet dobrze, jakoś się trzymała, chciała z Bartkiem spędzić trochę czasu po niezbyt krótkiej przerwie.
Od około trzech tygodni nie była w szkole, w której głośno było o tym, co się wydarzyło owego dnia... Zaraz po jej powrocie została powiadomiona dyrekcja, włącznie z tym dowiedzieli się nauczyciele, jak i poszczególne klasy. Następnego dnia przywędrowało do drzwi kilka dziewczyn z jej klasy, niosąc wyraźne wyrazy współczucia i proponując wspólnie spędzony dzień. Zgodziła się... dochodziła 13, a Agnieszka wyszła z domu. Bartek został sam, bawiąc się z małym Yuki'm [wiem, że późno piszę, ale z japońskiego Yuki znaczy: 雪, w tłumaczeniu na Polski: Śnieg].
Rzucił małemu piłkę, która zaczęła się powoli toczyć po pochylonej lekko drodze, ku jezdni. Wiedział, że piesek bez problemu takową zabawkę dogoni i przyniesie. Przykucnął, aby zawiązać buta...
Jak w zegarku, w jednej chwili usłyszał pisk opon i auto uderzające z wyraźnym hukiem w jeden z dębów. Pobiegł na miejsce zdarzenia, znajdujące się jedynie najdalej 15 metrów dalej...
Bardzo go zdziwił widok auta z wyraźnie do niczego nie nadającym się już zderzakiem i resztą przedniej części... ale nie tak bardzo, jak widok pieska, niosącego piłkę w jego stronę... a raczej czołgając się i skowycząc przy tym.
Mimo wszystko małe, niebieskie oczka patrzyły na Bartka, jakby nie zadając sobie sprawy z zaistniałej sytuacji.
-Yuki..?
Jego piękne, gęste i długie futerko zdobiła dziwna, czerwona maź... mały miał przetrącone kilka żeber i wyraźnie otwarte złamanie lewej, tylnej nogi. Ledwie dyszał, ale próbował jeszcze wrócić do Pana, choć sprawiało mu to niewyobrażalną trudność. Bartek już by się dławił łzami, gdyby nie to przerażenie, które wystąpiło na jego twarzy. Nie mógł uwierzyć, że widzi coś takiego. Zamurowało go dogłębnie... kiedy młody piesek był już niecały metr od niego, padł na bok, jak martwy. Ciśnienie podskoczyło nastolatkowi, doskoczył do niego. Nie oddychał. Zalał się łzami, nic dziwnego w sumie...
- Dlaczego?! - wykrzyknął, nie kryjąc gniewu i żalu.
Nie obchodziło go to, jak świadkowie wypadku, zajęci pojazdem, patrzyli się na niego.
Tak się zaczynały te jakże "cudowne" ferie.
"Jak ja jej to wytłumaczę... co pomyśli?" powtarzał sobie, obwiniając się za nie dopilnowanie byłego przyjaciela... nastała ta chwila.
Pozornie szczęśliwa Agnieszka weszła do mieszkania. Chcąc się przywitać z chłopakiem, weszła do ich pokoju, licząc na to, że go tam zastanie. Miała nadzieję, że od tego dnia wszystko się ułoży.
Zastała go w łazience. Stał na przeciwko lustra, próbując spojrzeć sam sobie prosto w oczy, ale nie był w stanie się przemóc.
- Bartek? - usłyszał ciepły, cichy, zachwiany głos, który dobrze znał.
Jego oczy się błyszczały. Nie był w stanie nic powiedzieć... miał wyraźnie przyspieszone tętno, aż za bardzo. Od zdarzenia minęło prawie pół godziny.
- Co się stało? - dopytała i go przytuliła.
Nie umiał jej tego powiedzieć, ale po kilku minutach się udało. Dziewczyna teraz wyglądała prawie tak samo, jak on, kiedy stał na środku jezdni, patrząc na zakrwawioną kupkę futra...
- A gdzie... - wyjąkała.
- W ogrodzie, przy orzechu - dobrze wiedział, co miała na myśli. Wyjaśnił bez problemu.
Może godzinę później dalej nie zdawali sobie sprawy z tego, co się stało. Młody Owczarek był ich nowym i jednym z nielicznych przyjaciół. Byli za niego odpowiedzialni i to się stało... tego nawet się opisać nie da. Tego, jak ich ciała drżały, jaki smutek i żal ich rozsadzał...
Usiadła przy laptopie, przeglądając zdjęcia, wspominając. Mimo, że nie był długo u nich, to wciąż był jednak szczeniakiem, prezentem od osoby ukochanej, próbą pomocy psychicznej, która w jakimś stopniu działała.
Widząc pojedyncze arty, ogarnął ją ponownie potworny ból. Wstąpiła bulwersacja, dziewczyna bez żalu wstała, łapiąc urządzenie i ciskając nim o ścianę z całych sił... Laptop rozsypał się na liczne części. Nie żałowała tego, nic już prawie nie chciała czuć.
Poszła do kwiaciarni, po czym do ogrodu. Złożyła kwiat, na niezbyt dużym nasypie...
Po małym Yuki'm zostały tylko wspomnienia, złamane serce... i śnieżnobiała róża złożona ku pamięci...

~*~

Rozdział 15

Tego dnia Aga i Bartek jak zawsze siedzieli w pokoju, zajmując się swoimi sprawami... oboje mieli przełamane serca i brak chęci do rozmowy z kimkolwiek... mieli wiele myśleli o tym, co się ostatnimi czasy stało. Od śmierci młodego Owczarka minął zaledwie tydzień. Chłopak wziąwszy kolejną książkę do ręki, "Księgę bez tytułu", usłyszał dzwonek do drzwi.
- Idź sprawdź... - stwierdziła szeptem dziewczyna.
W drzwiach stanęła podeszła wiekiem kobieta w czarnym stroju.
- W czym mogę służyć? - zapytał śmiało, wzdychając.
- Chciałabym porozmawiać z Agnieszką - spuściła wzrok z młodzieńca, wciąż mając mu za złe ową noc, w którą wkroczył mąż kobiety, przepędzając dwójkę nieletnich z domu.
Chłopak wszedł do pokoju, gdzie znajdywała się Niebieskooka, po czym przechodząc obojętnie dał jej charakterystyczny gest ręką.
- Coś się stało? - bezuczuciowo westchnęła, opierając się tym samym o próg. - Dlaczego nosisz żałobę? - zdziwiła się, widząc własną matkę w czarnym stroju.
- Ojciec... - zasłoniła ręką usta i przymknęła oczy, nie mogąc wydusić z siebie słowa więcej...
Aga przyłożyła dłoń do czoła i zesztywniała...
- Znowu... - już miała łzy w oczach.
Zatrzasnęła rodzicielce drewniane drzwi przed nosem, opierając się o nie z głową podniesioną ku górze, powoli osuwając na podłogę, nie mogąc powstrzymać łez.
Siedemnastolatek... cóż miał robić? Podbiegł do niej, obejmując i prosząc, by wstała... nie chciał, by się przeziębiła, czy leżała smutna na podłodze.
Kontaktując się koło godziny osiemnastej z matką telefonicznie, dowiedziała się szczegółów.
W następny dzień, około południa, wyruszyła na pobliski cmentarz. Wyglądało, jak czarny marmur. Nagrobek był nowy i bardzo dostojny. Wszędzie leżały kwiaty i znicze ku pamięci... Agnieszka podeszła, zmówiła kilka razy modlitwę, po czym podniosła i postawiła w samym centrum bukiet czerwonych róż...

10 komentarzy:

  1. TO jest GENIALNE!!!
    ale serio chce Ci się tyle pisać skarbie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Skarbie mój, tak, chce mi się *,*
    Rozwijam wyobraźnie, uczę się pisać, nie spamuję forum i innym PW :D
    Jak to polubisz, to się nie oderwiesz. Kolejne uzależnienie :3
    Cieszę się, że podoba Ci się, bo przez takie komentarze chce mi się pisać jeszcze mocniej <3
    To teraz jeden z najlepszych sposobów na nadmiar negatywnych emocji :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne. Ciekawi mnie, co dalej *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za ten zawias, ale trochę mi czasu zabrakło... (brat zajął lapka)
      Oo znamy się? ;o Jaki login? (na Howrse? Asku?)

      Usuń
    2. wiki1214 - howrse
      A czy się znamy to osądź sama. xD
      Świetnie piszesz. Przy śmierci Yuki'ego prawie płakałam. Też chce umieć, tak pisać.

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, iż ktoś docenia moją twórczość :) Na prawdę miło, że Ci się chciało tyle czytać i jeszcze komentarz dodawać...
      Nie znam Cię osobiście, ale jeśli Ci się nudzi, to chętnie poznam </3

      Usuń
  4. Łer ys maj komentarz? Chyba, że teraz dopiero przełączył się użytkownik...
    Na całe szczęście skopiowałam poprzedni tekst. Wiesz, skoro nigdzie nie ma i komentarza i powiadomienia, że zostanie opublikowany po sprawdzeniu - próbuje znów.

    Rondelek przeczytał. Siedział sobie w piżamie ściskając sok pomarańczowy i czytał, czytał... I tak się zastanawiał.
    Ouo, masz nie myśleć, że to mi się nie podobało. Bo w nocy cię wytarmoszę, słyszysz? XD
    Simi-chan. Może i udusisz mnie na poczcie, ale skoro ludziom wolno było skomentować to ja też to zrobię. A co.
    Zajęło ci to bardzo... Poczekaj. Mam używać eufemizmów czy nie? Ale wiesz co? Nie muszę ich używać. Jeśli coś ci się nie spodoba - w każdej chwili możesz usunąć ten komentarz. Chociaż wiem, że tego nie zrobisz. (=
    Więc zajęło ci to bardzo dużo jak na tak krótkie opisy wydarzeń. Dosłownie, gnasz niczym wichura nie zatrzymując się na dłużej.
    Chwilami mam wrażenie, że całe życie tej dziewczyny to pasmo nieszczęść, ale to nie jest komentarz negatywny, tylko moje odczucie. (8
    Ogólnie rzecz biorąc ta historia wygląda dosłownie tak, jakby Agnieszka pisała ją wiele lat później i opisywała te wydarzenia, chciała je sobie przypomnieć, ale tylko dla siebie. Stała obok jako bierna obserwatorka. Tak. Dokładnie *dźga ją palcem.*
    A Rondelkowi zaraz wyczerpie się energia baterii. Nie ma prądu, tak więc zobaczymy się około... Siedemnastej. Chyba wtedy włączą.
    A tymczasem Rondelek idzie czytać "Zew krwi" Jacka Londona tuląc się do owej znamiennej poduszki. \(^o^)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeest! XD
      * próbuję znów

      Usuń
    2. Simi wie co Rondelek myśli. Ale na pisanie poświęcałam może pół godziny dziennie, bo nie byłam do tego przyzwyczajona. Mówiłam, że to były początki początków i zdaję sobie sprawę z tego, że mało opisów i tego wszystkiego. Nie usuwam komentarzy. Nawet, gdy potępiają =) Brakuje to drobnostek na pewno, tyle wiem.

      Co do Agnieszki, to pisząc to spisywałam swoje uczucia. Tak się właśnie czułam w tamtych miesiącach, mejbi Rondelek nie zrozumie, ale cusz... =) Teraz jest o niebo lepiej. Dlatego nie jestem w stanie kontynuować tego.

      Usuń