2015/04/29

Bijcie pokłony miszczowi

Tak oto wróciłam. Ponownie leżę, czołgam się, natomiast ręce skąpane nie w czerwieni, ale w łzach. Znowu. Ocieram twarz. Następnie idę dalej. Staram się pociągnąć za sobą całe ciało, byle nie stanąć w miejscu. W niekończącej się niepewności. Równie dobrze mogłabym się cofać. Natomiast wyciągam rękę i chwytam luźno wiszącą nitkę - moją nadzieję. Łapałam ją zawsze, pisząc nowy post. Jakby była moją weną. Moim natchnieniem. Na jej końcu stoją ludzie. Ludzie, którzy zachęcają mnie do pisania. Nie jest ich wielu. Czasem dochodzą nowi. Mam nadzieję, że ich będzie więcej. Ciągnę lekko. Daję im znak. Tak oto pojawił się długo wyczekiwany post, sygnalizujący nadzieję. Ma on na celu dać czytelnikom do świadomości, że chcę spróbować ponownie. Poszerzyć własny horyzont i podziękować światu za kolejną szansę. Mam nadzieję, że dawno zapomniane osoby to zaakceptują i pozwolą mi zacząć od początku. Znowu. Tak. Znowu. A jakżeby inaczej. Do skutku. Tak mam w zwyczaju. Bez względu na fale czy wyboje, jedziemy dalej. Upadek świadczyłby o słabości. Stały upadek. Bowiem to, że każdy upada, nie świadczy o tym, jakoby każdy był słaby. Słabi są ci, którzy nie podeprą się i nie wstaną. Muszę przyznać, że przez moment również się do nich zaliczałam. Leżałam nieruchomo, jakby nieżywa. Bez uczuć. Bez sił. Wstawanie... było dla mnie rzeczą obcą.


~Simi-chan

2015/01/20

Anonimowy Patryq~

Kto był na moim asku, jakieś 3 miesiące temu miał okazję to przeczytać, aczkolwiek pozwolę sobie zamieścić i tutaj. Nie chcę, by gdzieś mi się zgubiło... czuję sentyment do tego, co piszę i co wykonam. Wiem, że być może dziwne, ale cóż zrobić...
19-letni Patryk siedział w tym czasie na kanapie przy jednej ze swoich ulubionych książek. Był młody i rozsądny... Następnego dnia czekała go podróż do Warszawy... pociągiem, co istotne.
Powiedzmy, że trochę się zaczytał, chcąc nie chcąc zasnął.
Normalnie nic by się nie działo, ale ta noc miała być spokojna... nie była.

Było ciemno. W samym centrum ledwie widocznego obrazu zaczęła się pojawiać czerwona kropka, która z czasem się powiększała... Kiedy zerknął pod nogi, spostrzegł, iż stał na torach kolejowych, już wiedział, to, co się zbliżało było pociągiem. Ale nie był zwykły... chłopak wytężył wzrok. On się zbliżał z niewyobrażalną prędkością. Nie mógł się ruszyć... może spętany, może po prostu zbyt przestraszony...

Przestraszony?
Czemu?
A może dlatego, że patrząc na ten pociąg słyszał potworny pisk hamulców... mimo wszystko maszyna jechała coraz szybciej i szybciej... cała płonęła, zza ścian słychać było okrzyki dzieci. Tak, tam były dzieci. I one krzyczały, nikt nie mógł im pomóc. Były same w płonącym ogniem piekielnym pociągu jadącym z doprawdy niemałą prędkością...

Wszystko to sprawiło, że skulił się, nie mogąc znieść bólu, który słyszał, tego hałasu, wszystko to działo się w ułamku sekundy, kiedy miało już dojść do ostatecznego zderzenia, wszystko zniknęło... Horror, to uczucie, kiedy obudził się z krzykiem w środku nocy cały zlany potem, to wszystko co mu zostało w pamięci...

Potem nie zmrużył oka. Wyjazd miał koło 10... czekało go 12 godzin jazdy w drodze na Wigilię u rodziny.
Naturalnie przespał się, jak powinien, wykąpany, ale zmęczony po jakże krótkiej i męczącej nocy.
Dochodziła godzina 16, połowa drogi. Dziewiętnastolatek spał, jak zabity... gra słów, jak to się mówi.
Nie sądził, by wczorajszy sen miał coś zmienić, czy zwiastować, ale nie wiesz, póki się nie przekonasz.

Potworny hałas zbudził go nagle. Wszystko jakby stało na głowie. Ale sprawa jasna, jak się dowiedział w oka mgnieniu - tory były oblodzone i pociąg się wykoleił.
Tak, "w mgnieniu oka"... więcej czasu nie miał. Iskry błyskające z jakże kręcących się jeszcze kół wywołały pożar, to wszystko doprowadziło do samozapłonu...
Po tym, jak wstał, miał może minutę, max półtorej, a już musiał przeprosić Boga za wszystkie grzechy i pogodzić się z faktem, że już nigdy nie zobaczy rodziny, że już nie przyjedzie do niej na Wigilię...

Pociąg stanął w płomieniach, a jedyne, co zostało po Patryku, to masa wspomnień... Nie dostał nawet róży na nagrobek, ponieważ nikt nigdy nie miał możliwości dowiedzieć się o jego wypadku. Wigilia tak oto staje się dniem wspomnień i dziur na sercu ♥ ✟

2015/01/17

Zmiana bloga :3

Będę dodawała powieści co jakiś czas, aczkolwiek zmieni się kompletnie klimat bloga. Aktualne opowiadanie zostanie - kiedyś je dokończę, ale całość, wraz z tematyką opowiadań, projektem bloga itp. ulegnie zmianie. Jak to się potoczy? Zobaczymy ;3

Wyczekujcie zmian.
Wielu zapewne zrezygnuje z czytania tego, co tutaj będzie zamieszczane (szczególnie Majeł XD) ale cóż zrobić. Blog miał istnieć po to, bym się rozwijała, nie po to, by cały świat poznał moją twórczość : D

Jakby komuś się tło partoliło i nie wyglądało za dobrze, tzn. byłoby coś z rozdzielczością i obrazek nie wyrównywał się z szablonem bloga, to proszę pisać w komentarzach, ponieważ nie wiem jak jest z inną rozdzielczością monitorów, a wypadałoby dopasować tak, żeby pasowało nie tylko mi ^,^



Dodam jeszcze, że opowiadanie już w trakcie budowy :)

2014/11/26

Problematyka XXI wieku.

Nanosząc własną uwagę na to, co się dzieje w tych czasach, porównując z wiekiem XIX-XX...
Ale co mi tam wtrącać nos na to, co się działo sto lat temu? Teraz jest teraźniejszość, a tamte czasy odeszły w niepamięć. Nastała era, kiedy pieniądze są głównym oparciem. Jesteś nikim, jeśli nie masz nowego Iphone'a. Hm, dlaczego? Bo tak sobie ludzie umyślili? A może młodzi nastolatkowie nie mający co zrobić z pieniędzmi? Teraz być jak "wszyscy" znaczy być "fajnym". Ale zapytam... kto jest "fajny", jeśli "fajny" jest każdy? W takimże przypadku, moim nic nie wartym i jednym zdaniem... nikt nie jest fajny. Ups. Trudno się mówi.
Tak na mój wzrok, uważają tak osoby, które zatraciły już swoją naturę. Zapomnieli po co są...
Kimże więc są ci, którzy liczą tylko zyski materialne, względem tych, którym zależy, albo nie patrzą powierzchownie?
Teraz widzimy prawie samych ludzi zapatrzonych w siebie oraz swój portfel. Nie widzą sensu, więc do niczego nie dążą. Nie patrzą na przyszłość i na to, jak skończą. Kimże są? Mam tutaj na myśli gimnazjalistów, których słownictwo ogranicza się do pojęć typu: Yolo, Swag, Omg i inne tego typu pierdoły. Skąd wiem, hę? "Ja taka mądra się znalazłam..." Epf, powiem Ci, że to tylko Twoje nic nie warte zdanie na tle faktów ; )
Słynne YOLO [z tłumaczenia You Only Live Once], słyszę miliard razy dziennie, a kiedy zadam pytanie: "Lubisz, kiedy człowiek zachowuje się patetycznie?" to na odpowiedź czekam pół godziny, gdyż wcześniej trzeba zajrzeć do Magicznej Wikipedii w celu wyjaśnienia pojęcia "zachowywać się patetycznie".
Witaj w czasach, gdzie "żal mi cię" oznacza szyderstwo i "bekę", zamiast żałoby.
Gdzie "jesteś pierdolnięty" to pochwała nad wyraz wyraźnego i hojnego poczucia humoru...
"To normalne", odrzekniesz, ale kiedy przysłuchuję się rozmowie nastolatków rano, to słyszę pytania o cenę spodni w Croppie, H&M czy jakimś innym syfie, a przyglądając się na scenariusz napisany przez klasowego przewodniczącego, zalewa mnie krew widząc więcej błędów, aniżeli liter. O tym, co czuję, oglądając prezentacje multimedialne - nieznajomość PowerPointa, choć się go uczą od lat. Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to zacofanie psychiczne i debilizm. To, co myślę - myślę, nie mówię, słów brak - patrząc na wypracowania znajomych... Potwornie ograniczony zasób słownictwa. Rzeczy wyssane z palca, gdzie na blogach rówieśników jeden wilczek potrafi kiwnięciem palca rozwalić pół świata.
Gdzie logika? Gdzie umiar? Uciekł? Może... przypadek? Nie sądzę. Ale cóż, co mi osądzać. I tak nikt nie zobaczy i nie weźmie do serca mojej opinii. Jestem obserwatorką, nie mieszam się w życie w grupie, ponieważ nie chcę się zepsuć, jak ci ludzie, dla których nie ma odwrotu.
Jak ci ludzie, którzy załamują się, kiedy skończy im się bateria w e-papierosie... ja ci ludzie, którzy śmieją się z tego, że "druga połówka" obściskuje się w kącie z najlepszym przyjacielem. Jak ci ludzie, którzy uważają, że zaglądanie na czyjeś wiadomości przez ramię jest cool.
Jak ci ludzie, którzy uważają, że lekcja bez telefonu w łapach jest lekcją straconą...
Gdzie #lajki_rzyciem, a Najki miarą fejmu. Gdzie tysiąc przyjaciół jest normą codzienności...
Ludzie błądzą krętymi ścieżkami.
Niektórzy tkwią w ślepym zaułku,
Ciemnej otchłani,
Śmiertelnej dziurze;
Inni szukają rozumu,
Wśród niezrozumiałych skrótów,
I bezsensownych pojęć;
Dla nielicznych jest jeszcze szansa.
Czy ją wykorzystają, nie mi decydować...
Bowiem jestem tylko sobą,
Nic nie wartą bloggerką,
Śmiało wyrażającą swoją opinię
Na konkretne tematy,
Co nie zmienia faktu,
Że ten temat uważam za niewarty uwagi -
Zamknięty na słuszne pojęcia i normalne myśli,
Bowiem na miarę XXI wieku,
Słowo "myśli" nie idzie w parze ze słowem "normalne";
Ten świat nie ma już logiki,
Ni sensu,
Jego już nie da się uratować.

2014/11/17

Moja Charakterystyka.

Tak oto powstałam, niczym zza grobu. Leżę, a dziwna, lepka, czerwona maź otacza moje palce, moje ciało... czy zamglone czymś... czym? No właśnie. Czym... mimo wszystko, wciąż pruję przed siebie. Tarzam... czołgam się, próbując dopiąć swego. Ale cóż... to nie jest wcale takie proste... nie! To prawie niemożliwe! Czy ja jeszcze żyję? Może... Umarłam? Nie wiem. Kto wie? A kto może wiedzieć...
Tak oto błądzę pośród fałszywych dróg, gdzie ręki nie wyciągnie nikt. Czy tak będzie do samego końca? Nie mam pojęcia. Pff. Jak z resztą zawsze. W mej wędrówce towarzysz mi jedna osoba... moja Pani. Choć jest osobą, raczej nie spotkasz jej pod postacią człowieka. Kiedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze, w oczy kole, gdy próbujesz spojrzeć w te przekrwione, czerwone oczęta i rogi większe, aniżeli głowa. Tak oto przedstawia się Lucuś, wszechobecny demon, który bez problemu spowije Cię pajęczą siecią, niczym pająk, gdy wejdziesz mu w drogę. Wstrzyknie Ci swój jad, zostawiając zrządzeniu losu w powolnej agonii... Mój najlepszy przyjaciel i osoba wiernie pomagająca mi w nadmiar ciężkiej tułaczce zwanej "Życiem"...